Credit Manager Magazine 9/2023
ANALIZA Jednak wprowadzenie PKB było krytyko‐ wane już na samym początku, gdy tylko zaproponowano, by suma wartości dóbr i usług stała się głównym miernikiem wzrostu gospodarczego. Sam Simon Ku‐ znets zwracał uwagę, że ludzki umysł ma tendencję do upraszczania skomplikowa‐ nych sytuacji, gdy kryteria pomiaru nie są jasno określone. Jeśli za poprawę uznaje‐ my sytuację, w której pojawia się dodat‐ kowa ilość dobra w gospodarce, to wtedy przesunięcie dobra od jednego konsu‐ menta do drugiego nie zmienia wskaźni‐ ka. Wielkość PKB nie zmienia się w sytu‐ acji, gdy w obrębie kraju dochodzi do re‐ dystrybucji, np. biedny traci część dóbr na rzecz bogatego, ani wtedy, gdy docho‐ dzili do akumulacji kapitału w ramach wą‐ skiej grupy społecznej. Mówiąc wprost, PKB nie uwzględnia rozkładu bogactwa w skali danej populacji. Ludzie tłumaczą swoje działania argu‐ mentami, takimi jak: „jeśli nie ja, to ktoś inny to zrobi”, „jestem kroplą w morzu”, „wykonuję tylko swoją pracę”. Nie mają poczucia wpływu. Za siłą nabywczą nie idzie poczucie odpowiedzialności za de‐ cyzje. Czy dobrobyt jest dobry? Przyjęcie PKB jako głównego wskaźnika rozwoju gospodarczego determinuje ro‐ zumienie dobrobytu i sposobów jego za‐ pewniania. Jeśli za miarę sukcesu uznaje się wzrost gospodarczy, to za silniejsze postrzega się te kraje, które generują większą obfitość dóbr, mają większe moce produkcyjne itd. Chociaż te kryte‐ ria wydają się oczywiste, PKB dostarcza tylko ograniczonych informacji odnośnie stanu gospodarki i jakości życia w danym Spotykamy się zatem z paradoksem – w miarę jak wydajność pracy rośnie, potrze‐ ba coraz mniej siły roboczej. Zwalnia się więc pracowników, którzy tracą źródło utrzymania. Ci, którzy dysponują więk‐ szym kapitałem, mają kontrolę nad ubogi‐ mi. Od ich decyzji zależy często los osób pozbawionych trwałego majątku. Nawet niewielkie zmiany w PKB wpływają na najważniejsze decyzje polityczne na poziomie państw, a nieraz rozstrzygają, czy dany kraj może dalej zaciągać po‐ życzki na rynku międzynarodowym. Sta‐ tystka wpływa na rzeczywistość, czego konsekwencje odczuwa całe społeczeń‐ stwo. Wzrost niekoniecznie oznacza roz‐ wój. Jest ściśle powiązany z emisjami dwutlenku węgla i zużyciem zasobów, co sprawia, że staje się kluczowym czynni‐ kiem zmiany klimatu i wyczerpywania za‐ sobów. Kosztowny wzrost Zarówno produkcja, jak i utylizacja wiążą się z wykorzystywaniem ogromnej ilości zasobów naturalnych, generują odpady, zwiększają emisję. Przykładowo, wypro‐ dukowanie bawełnianej koszulki, czyli T- shirtu, wymaga aż 2 700 l wody, czyli tyle, ile przeciętny człowiek wypija przez 30 miesięcy. Ponadto przy produkcji odzieży emituje się rocznie ponad 1,2 mld ton gazów cieplarnianych, co stanowi więcej niż łączna emisja transportu lotni‐ czego i wodnego. Tymczasem konsumen‐ ci regularnie korzystają z nieco ponad połowy ubrań. W każdej sekundzie na wy‐ sypisko lub do spalarni śmieci trafia cię‐ żarówka wypełniona odzieżą. Już teraz zużywamy zasoby naturalne w tempie wyższym niż to, w których są one naturalnie odnawiane, i wytwarzamy od‐ pady szybciej, niż natura może je wchło‐ nąć (tzw. przekroczenie ekologiczne). Dalszy wzrost gospodarczy pogorsza sy‐ tuację, stanowi zagrożenie dla ekosyste‐ mu, jak również dla przetrwania naszego gatunku. „Obfitość dóbr może być zabójcza i z tego powodu w ramach współczesnej ekonomii powstał nurt, który zwraca uwagę na sztukę rozumnego zarządzania ograniczonymi zasobami.” Kiedy podejmujemy decyzje konsumpcyj‐ ne, zwykle rozpatrujemy zakup produktu lub usługi pod względem wartości wyra‐ żonej w pieniądzach. Jeśli stać nas na po‐ żądany produkt, kupujemy go, czując się wolnymi w sposobie wykorzystania. Wy‐ starczy jednak uruchomić wyobraźnię, żeby zobaczyć całą wartość produktu, niekoniecznie odzwierciedloną przez cenę. Przykładowo, pieczywo zawiera w sobie zboże, które wymagało określonej ilości ziemi, pracy rąk ludzkich, danej ilo‐ ści wody. Kiedy kupujemy mięso, stoi za tym wysiłek hodowców, pożywienie po‐ trzebne do wzrostu, cierpienie stworze‐ nia. Kiedy marnuję dobra, np. pokarm, nie tylko tracę pieniądze, ale też pozbawiam znaczenia wartości pracy i poświęcenia, związanych z wytworzeniem produktów. To, że stać nas na zakupy, nie usprawie‐ dliwia bezrefleksyjnego marnowania dóbr. Pomiar PKB nie bierze też pod uwagę efektów zewnętrznych produkcji, np. szkody dla środowiska. Jeśli dojdzie do wycieku toksycznych substancji do mo‐ rza, zaobserwujemy wzrost PKB, którego wartość podniesie się w wyniku kosztów usunięcia wycieku, wypłat ubezpieczeń i wynagrodzenia prawników. Podczas wzrostu lasu nie obserwujemy zmiany wskaźników wzrostu. Kiedy ten sam las zaczniemy wycinać, przerabiać na deski i sprzedawać, gospodarka odnotuje wzrost. W kapitalizmie miarą rozwoju jest zysk ujęty w kategoriach przepływów pienięż‐ nych. Tymczasem w PKB nie ujmuje się wielu kluczowych aspektów jakości życia, co może zniekształcać obraz danej go‐ spodarki. Na przykład do PKB nie wlicza się produkcji rolniczej na własne potrze‐ by lub pracy kobiet w domu, bo odbywa się to poza sferą rynku. Dobra, które nie są przedmiotem wymiany na rynku, nie zostają uwzględnione, mimo że stanowią realną wartość. kraju. W 1804 roku hrabia Lauderdale za‐ uważył, że jedynym sposobem na powięk‐ szenie „prywatnego majątku” (PKB) jest zmniejszenie tego, co nazywał „bogac‐ twem publicznym”, czyli dóbr wspólnych. Wskazywał on jako przykład kolonistów, którzy palili drzewa dające owoce i orze‐ chy, żeby miejscowi nie byli w stanie się wyżywić, a w rezultacie musieli praco‐ wać, aby zarobić na jedzenie. Innymi sło‐ wy, oznaczało to pozbawienie ich zaso‐ bów, z których korzystali do tej pory za darmo, tylko po to, aby zaczęli płacić za dostęp do nich. Obowiązek zapłaty wiąże się z tym, że ludzie muszą więcej praco‐ wać, konkurują ze sobą w osiąganiu coraz większej wydajności. WRZESIEŃ / SEPTEMBER 2023 www.creditmanagermagazine.pl 31
Made with FlippingBook
RkJQdWJsaXNoZXIy MTU4MDI=