PICM

Panel logowania Language PICM
Language:  

Czy automatyzacji w finansach należy się obawiać?


 Robert Dyrcz, fundator PICM

 

Czy automatyzacji w finansach należy się obawiać?

24 kwietnia 2018

O robotyzacji i automatyzacji mówi się w ostatnim czasie dużo i często. Czwarta rewolucja przemysłowa (Industrie 4.0) stała się faktem u naszych zachodnich sąsiadów. Automatyzacja nie jest już procesem zmieniającym krajobraz tylko hal produkcyjnych. Tam robot nie jest już nowością. Automatyzacja jest coraz częściej stosowana w usługach za pomocą specjalnych aplikacji informatycznych (ang. Robotic Process Automation, RPA), zastępując powtarzalne czynności administracyjne. Czy powinniśmy się w związku z tym bać zmniejszającej się liczby dostępnych miejsc pracy? Czy może strach wynika z braku wiedzy na temat czekających nas zmian? Przecież oswojony strach staje się ciekawością. A zmiany na pewno będą. To tekst dla ciekawych.

 

Robot swoją karierę rozpoczął już przecież dawno temu. Słowo „automation” zostało po raz pierwszy użyte w firmie Ford by opisać pewien rodzaj samoczynnej, masowej produkcji. Słowo było używane wewnątrz firmy w latach 40. i 50. XX wieku. Ale już 200 lat temu ludzie buntowali się przeciwko maszynom i przekonaniu, iż zabiorą im miejsca pracy. Na początku rewolucji przemysłowej (1811–1813) powstał angielski radykalny ruch społeczny zwany Luddyzmem. Jego przedstawiciele składali się głównie z wolnych chałupników, rzemieślników i tkaczy. Luddyści protestowali przeciwko zmianom sposobu ich życia i nowej etyce pracy, które zostały spowodowane przez wynalezienie maszyn tkackich. Ich działalność sprowadzała się do niszczenia krosien. W rzeczywistości mechanizacja produkcji spowodowała gwałtowny wzrost a nie spadek ilości miejsc pracy. Np. w USA w 1910 w przemyśle samochodowym pracowało 140 tys. osób, w 1920 z postępującą mechanizacją liczba miejsc pracy wzrosła do 250 tys., w 1930 – 380 tys., w 1973 – już 941 tys. Oczywiście, równocześnie zmieniła się struktura zawodowa pracowników, a niektóre zawody przeszły do historii.

Tym razem jest chyba trochę inaczej. Automatyzacja dotyczy jak nigdy wcześniej stanowisk biurowych. A zgodnie z tzw. Paradoksem Moraveca, wbrew tradycyjnym przeświadczeniom, złożone rozumowanie wymaga niewielkiej mocy obliczeniowej. Natomiast zwykła percepcja i zdolności motoryczne wymagają olbrzymiej mocy obliczeniowej. Teorie tą w latach 80. XX wieku sformułowali Hans Moravec, Rodney Brooks i Marvin Minsky. Hans Moravec napisał: „Stosunkowo łatwo sprawić, żeby komputery przejawiały umiejętności dorosłego człowieka w testach na inteligencję albo w grze w warcaby, ale jest trudne albo wręcz niemożliwe zaprogramowanie im umiejętności rocznego dziecka w percepcji i mobilności.” Przemyślenia te powracają, gdy zastanawiamy się nad trwającą już kilkadziesiąt lat stagnacją płac w Stanach Zjednoczonych i całym zachodnim świecie. Czy zatem teraz najbardziej zagrożone są miejsca pracy dla tzw. białych kołnierzyków a nie niebieskich jak to było do tej pory? Być może potwierdza to olbrzymie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych robotników obserwowane nie tylko w Polsce. Szacuje się, że tylko w sektorze budowlanym mamy około 200 tys. wakatów.

A propos naszego kraju – jak to jest z automatyzacją nad Wisłą? Z najnowszego badania DESI (Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego) wynika, iż Polska nie jest liderem postępu w robotyzacji. Z ostatniego dostępnego opracowania DESI, opublikowanego w marcu 2017 r., wynika, że Polska wylądowała na szóstym miejscu od końca. Za nami uplasowały się tylko Chorwacja, Włochy, Grecja, Bułgaria i Rumunia. Innowacje w Polsce mogą i chcą produkować firmy duże. Spójrzmy chociażby na przykład z ostatnich dni, czyli opracowanie przez Grupę PGE prototypu robota, który będzie mógł pracować w ekstremalnych warunkach. Najgorzej jest z firmami małymi. „Małe polskie firmy nie wiedzą, co mogłyby zyskać na stosowaniu nowych technologii, do czego mogłyby się im przydać. Najpewniej też zakładają, że to narzędzia zbyt drogie i nie na ich skalę” – mówi prof. Katarzyna Śledziewska, ekonomistka z DeLab UW, współautorka badania „Raport o sytuacji mikro i małych firm” przygotowanego dla Pekao. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych mnożą się historie sukcesu małego biznesu. Może początkiem dobrych zmian będzie wyróżnienie Digital Finance Award przyznawane od tego roku na Kongresach Dyrektor Finansowy Roku. Mam przyjemność być w jury tej nagrody i zawsze z wielką ciekawością przeglądam składane aplikacje. To wielka odwaga być pionierem zmian. Powinniśmy doceniać i nagradzać odważne firmy i odważnych zarządzających finansami.

Jakie zatem konkretne zawody mogę nie czuć się bezpiecznie, a innymi słowy: gdzie czekają nas największe zmiany? W 2014 roku Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych (WISE), specjalizujący się w doradztwie strategicznym, analizach ekonomicznych i instytucjonalnych opublikował raport „Czy robot zabierze ci pracę? Sektorowa analiza komputeryzacji i robotyzacji europejskich rynków pracy”. Raport uznał Polskę za jedno z państw należących do ścisłej czołówki pod względem podatności na automatyzację zadań wykonywanych w pracy. Zdaniem WISE w ciągu dwóch dekad, nawet jedna trzecia zawodów w Polsce może być zagrożona bezrobociem technologicznym. Za państwa najmniej podatne na robotyzację pracy uznano kraje skandynawskie oraz kraje Beneluksu. W Norwegii i Szwajcarii odsetek miejsc pracy zagrożonych automatyzacją wynosi odpowiednio 17,5 i 18,7%, za to dla Polski wynosi on aż 36,1%. Tak niskie miejsce w rankingu sygnalizuje potencjalnie wysokie koszty społeczne procesów dostosowawczych w naszym kraju.

 

Struktura zagrożenia miejsc pracy w wyniku robotyzacji na europejskich rynkach pracy

Źródło: Raport „Czy robot zabierze ci pracę? Sektorowa analiza komputeryzacji i robotyzacji europejskich rynków pracy”, Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych, Warszawa 2014.

 

Jak wynika z raportu WISE, najwyższe prawdopodobieństwo robotyzacji dotyczy profesji, w których obowiązki są stosunkowo zrutynizowane. Szacuje się, że za dwadzieścia lat na skutek automatyzacji pracy około jedna trzecia zawodów w Polsce będzie zagrożona bezrobociem technologicznym. Nie jest powiedziane, że zawody te całkowicie zanikną, na pewno zmieni się jednak charakter wykonywanych zadań. Według autorów analizy (M. Bitner, R. Starościk i P. Szczerba), w perspektywie 20 lat, w wyniku automatyzacji na rynku pracy spadnie zapotrzebowanie przede wszystkim na robotników w przetwórstwie spożywczym, pracowników administracyjnych czy pracowników obrotu pieniężnego.

I tutaj zbliżamy się do wpływu robotyzacji i automatyzacji na finansistów, w tym zarządzających należnościami w przedsiębiorstwie. To ogólnie pojęta kategoria pracowników obrotu pieniężnego we wspomnianej analizie WISE.

Automatyzacja jest gorącym tematem dyskusji wśród Credit Managerów w sercu europejskiego kapitalizmu, czyli w Wielkiej Brytanii. Był to wiodący temat podczas ostatniej konferencji Credit Summit, w której miałem przyjemność uczestniczyć w marcu tego roku.

Jakie jest najwłaściwsze podejście do perspektywy takich zmian? Robotyzacja – szansa czy zagrożenie dla pracowników świata finansów?

Jak pisze pani Karolina Zdunowska na łamach KarierywFinansach.pl:

„Eksperci twierdzą, że kluczem do sukcesu będzie innowacyjne myślenie. Pracownik przyszłości powinien stale podnosić swoje kwalifikacje i kształtować swoją ścieżkę kariery ze świadomością trendów na rynku pracy. W niedalekiej przyszłości duże znaczenie będą miały też zdolności niedostępne robotom, takie jak kompetencje miękkie (umiejętność pracy zespołowej i rozpoznawania oczekiwań klientów) oraz kreatywne, nieszablonowe myślenie.

Myśląc o pracy w finansach, warto również zwrócić uwagę na rozwój umiejętności teleinformatycznych, które pozwolą na lepszą komunikację z robotami. Dowiedziono, że mieszane zespoły ludzko-robotyczne osiągają większą skuteczność niż te składające się wyłącznie z maszyn lub tylko z ludzi. Być może właśnie współpraca z maszynami, a nie całkowita rezygnacja z pracy ludzi, będzie tym kierunkiem przemian, które dokonają się również w branży finansowej.”

Dlatego warto wiedzieć już teraz na czym automatyzacja polega, jakie są możliwości i jakie rozwiązania wkrótce będą dostępne. Warto również ciągle się dokształcać, tak aby przynosić jak najwięcej wartości dodanej firmie, w której się pracuje. Można to robić uczestnicząc w spotkaniach CREDIT CLUB PICM. Warto również koncentrować swoją energię na rozwoju kreatywnego myślenia i podejścia do swoich obowiązków.

Jestem przekonany, że następny kryzys (a puka on już do drzwi) spowoduje dalsze postępy robotyzacji i automatyzacji. Dlaczego? przedsiębiorstwa działają w warunkach niskich marż, które wymuszą oszczędności na kosztach pracy ludzkiej. Tym bardziej, że coraz bardziej widoczna jest rosnąca presja płacowa. Poza tym postęp technologiczny daje firmom coraz to nowe dostępne narzędzia automatyzacji prac biurowych, czyli RPA.

Ten krótki artykuł to czubek góry lodowej tematów związanych z automatyzacja pracy. Będziemy o tym rozmawiać w znakomitym gronie praktyków biznesowych na najbliższej konferencji Credit Risk 2018. Zapraszam do Krakowa 22 maja! Rejestracja trwa na www.creditrisk.pl.

Do zobaczenia!

Robert Dyrcz

Prezes Fundacji Polski Instytut Credit Management